
Jerzy Wojciech Schnitter
DANE PODSTAWOWE
Data i miejsce urodzenia: 24 kwietnia 1887 rok Połajewo, powiat czarnkowski, województwo poznańskie
Stopień wojskowy (z 1.09.1939): kapitan służby zdrowia rezerwy
Miejsce kaźni i pochówku: Twer-Miednoje
Zamordowany: 29 kwietnia – 1 maja 1940 roku
Kapitan służby zdrowia rezerwy, syn Jana i Stanisławy z domu Michalskiej, urodził się 24 kwietnia 1887 roku w Połajewie. W latach 1909-1910 odbył jednoroczną służbę w wojsku pruskim w Poznaniu. W czasie I wojny światowej służył w armii niemieckiej, wcielony przymusowo. W Wojsku Polskim od 15 czerwca 1919 roku do 25 lipca 1921 roku. Uczestnik wojny polsko-bolszewickiej 1920 roku w szefostwie sanitarnym II Armii. Kapitan rezerwy ze starszeństwem mianowany 1 czerwca 1919 roku i przydzielony do kadry zapasowej 7. Szpitala Okręgowego. Przynależny do Powiatowej Komendy Uzupełnień Gniezno.
26 sierpnia 1939 roku zmobilizowany do Wojska Polskiego. Udał się do 702. Szpitala Polowego w Białowieży wraz z córką Jerą, studentką medycyny – ochotniczką pielęgniarką. Po 17 września oboje dostali się do niewoli sowieckiej, osadzeni w obozie w Ostaszkowie. Córką wypuszczona z obozu w Ostaszkowie w grudniu 1939 roku, powróciła do rodzinnego domu.
Odznaczony Krzyżem Żelaznym II klasy.
Uczęszczał do szkoły powszechnej w Połajewie. Absolwent gimnazjum w Wągrowcu (1906). Studiował we Wrocławiu i Monachium, ukończył Wydział Lekarski w Würzburgu z 1909 roku ze specjalnością stomatologiczną. Studiował również we Wrocławiu i Monachium. Zamieszkał we Wrześni i otworzył gabinet lekarsko-dentystyczny, w latach 1911-1939. Był kierownikiem też przychodni dentystycznej w Gnieźnie.
Żonaty z Kazimierą z domu Szlachetkówną, miał syna Borysa (1913) oraz dwie córki: Jerę (1920) i Olchę (1921).
Wzięty do niewoli 17 września 1939 roku wraz z całym szpitalem w Wołkowysku. Od 11 listopada 1939 roku przebywał w obozie NKWD w Ostaszkowie, gdzie pracował w gabinecie dentystycznym. Jeniec obozu NKWD w Ostaszkowie, zamordowany w Twerze i pochowany w Miednoje. Lista wywózkowa numer 051/2 z 27 kwietnia 1940 roku. Rozstrzelany w okresie 29 kwietnia – 1 maja 1940 roku.
Postanowieniem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego z 5 października 2007 roku awansowany pośmiertnie na stopień majora.
Pośmiertnie odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari oraz Kampanii Wrześniowej 1939 roku.
Jerzy Wojciech Schnitter został upamiętniony na tablicy pamięci „Mieszkańcy województwa poznańskiego – ofiary ludobójstwa katyńskiego” w kaplicy św. Józefa kościoła pw. św. Jana Kantego w Poznaniu (19.09.2017).
Literatura:
Miednoje, Księga Cmentarna Polskiego Cmentarza Wojennego [3]
Pomnik katyński we Wrześni w 55 Rocznicę Mordu [14]
Postanowienie nr 112-48-07 Prezydenta RP z dnia 5 października 2007 r. [19]
Pisane miłością. Losy wdów katyńskich [26]
Zamordowani Kalininie pochowani w Miednoje [253]
Księga Łez, Ofiary Zbrodni Katyńskiej z Ziemi Wrzesińskiej [256]

lipiec 1933 roku

Września – czerwiec 1916 roku
źródło zdjęć: Pisane miłością. Losy wdów katyńskich [26]

z domu Szlachetkówna,
żona Jerzego Schnittera

Września, woj. Poznańskie, ul. Staszica 14
K0chani!
Jesteśmy z ojcem cali i zdrowi. Tęsknimy za Wami bardzo.
Jak tam u Was? Całujemy Was ogromnie mocno Jara z ojcem
Nasz adres: Ostaszków, skrytka poczt. 37, ZSRR
Proszę dokładnie odpisać adres
Adresat:
Kazimiera Schnitterowa, Września, woj. Poznańskie (na połowie strony)
źródło: materiały udostępnione przez Muzeum Armii Poznań

Kochani!
Tak Jeruszka, jak i ja czujemy się bardzo dobrze i jesteśmy zdrowi. Ściskamy Was serdecznie, Olek chce osobno od Janowskiego 1000 buziaków, ode mnie jeszcze połowę więcej. Dla Borysa również uściski! Adres doślemy później.
Jeruszka i Jerzy


źródło: materiały udostępnione przez Muzeum Armii Poznań

źródło: materiały udostępnione przez Muzeum Armii Poznań
Katyń…
ocalić od zapomnienia
Jerzy Schnitter otrzymał swój Dąb Pamięci w Lasku Katyńskim w Poznaniu przy ulicy Polskiej z inicjatywy Stowarzyszenia Katyń w Poznaniu.
Program edukacyjny „Katyń… ocalić od zapomnienia” został zainicjowany 13 kwietnia 2008 roku w czasie uroczystości upamiętnienia 30 Ofiar Zbrodni Katyńskiej na Cmentarzu Poległych w Radzyminie. Jest to idea zachowania pamięci o ofiarach NKWD z 1940 roku poprzez sadzenie imiennych Dębów Pamięci.


Wspomnienie córki – dr Jery Mejer
Mój ojciec, dr Jerzy Schnitter został zmobilizowany w 1939, chyba 26 sierpnia. Telefonował do nas, abyśmy przyjechały pożegnać się z Nim, bo właśnie został zorganizowany transport i jadą zakładać szpital wojenny. Pojechałyśmy z Matką i siostrą. Ja byłam studentką medycyny i przyszło mi do głowy, że mogłabym być pomocna w tym szpitalu. I tak pojechałam na tę wojnę ze swoim Ojcem, tak jak stałam, bez niczego.
Dojechaliśmy do Białowieży, gdzie uformował się bardzo duży szpital na około 400 łóżek w ogromnej szkole. Był to szpital numer 702. 12 lub 13 września dostaliśmy rozkaz ewakuacji szpitala i rannych. Szliśmy tak kilka nocy, dniami siedzieliśmy w lesie i 16 września doszliśmy pod Wołkowysk. Wyszliśmy 17 września o 5 rano. Naprzeciw, za rzeczką, był las, do którego chcieliśmy dojść, ale nie zdążyliśmy, bo ze wszystkich stron wypadli na nas czerwonoarmiejcy. Widok tego wojska był dość szokujący: na sznurkach karabiny, w łapciach, okropnie wyglądający. Przerażająco.
Ustawili wszystkich: szeregowców-sanitariuszy i pielęgniarki po jednej stronie, po drugiej stronie lekarzy. Rosjanie dali żołnierzom karabiny i powiedzieli: „Możecie sobie teraz postrzelać do tych waszych krwiopijców, co was tak wyzyskiwali”. Żołnierze odparli, że nie czuli się wyzyskiwani, i naturalnie nikt się nie ruszył i do lekarzy nie strzelał.
Wieczorem zawieźli nas do jakiejś szkoły. Rano zaprowadzili na dworzec i powsadzali do towarowego pociągu. Po kilku dniach, może to były trzy dni, dokładnie już sobie tego nie przypominam, w każdym razie wydawało się to wiekiem, wysadzili nas w miasteczku Ostaszków. Nie wszyscy przeżyli tę podróż. Mojego Ojca nie poznałam, gdyż zupełnie osiwiał. Zaprowadzili nas do przystani nad jezioro Seliger, z którego wypływa Wołga. Załadowali nas na stateczki i zawieźli na ogromną wyspę świętego Iła.
Nas, pielęgniarki, umieszczono w budynku, w którym był szpitalik. Mój Ojciec był w takim małym domku, eremie przeznaczonym pierwotnie dla dwóch osób, gdzie po obu stronach od wejścia były po trzy półki do spania, więc musiało się tu zmieścić sześć osób. Nie pozwolono nam chodzić po obozie. Z Ojcem mogłam się widywać częściej, gdyż jako lekarza dentystę zatrudnili Go do leczenia miejscowych Rosjan.
Nie wolno nam było chodzić po terenie obozu, więc nie miałyśmy kontaktu z uwięzionymi, jedynie z chorymi, którzy do nas przyszli. O ile chodzi o lekarzy (45 z naszego szpitala), to zatrudnionych w naszym szpitalu było jedynie pięciu. Z pozostałymi nie miałam możliwości spotkania się. Pamiętam jedynie tych, którzy pracowali w szpitaliku. Byli to doc. Bajoński i dr Karwowski.
Chyba 10 listopada zrobił się nagle wielki ruch w obozie, bo powiedzieli, że szykują transport. Teraz mieli wywieźć oficerów, żołnierzy i pielęgniarki. Pięć pielęgniarek miało zostać do obsługi szpitalika. Zostawili też pięciu lekarzy, a resztę zabrali. Byliśmy oczywiście pewni, że jadą do domów. Dopiero po latach, gdy zobaczyłam listę kozielską, przekonałam się, że zawieźli ich do Kozielska, bo znalazłam na niej kilka nazwisk jeńców, których pamiętałam z Ostaszkowa.
10 albo 11 grudnia szykowali następny transport. Był to mały transport, bo zostało jeszcze trochę szeregowców i podoficerów, których nie załadowano poprzednio. Niektórzy byli chorzy. Wszystkich lekarzy, w tym mojego Ojca, zostawili. Był to ostatni, najgorszy dzień, który pamiętam, bo ciągle widzę Ojca stojącego na brzegu jeziora (chciałam zostać, ale mi nie pozwolił, zresztą Rosjanie też by nie pozwolili). Ojciec miał takie bardzo niebieskie oczy i ciągle widzę łzy płynące z Jego oczu.
Wsadzili nas do pociągu i po kilku dniach przywieźli do Brześcia. Po trzech dniach wezwał nas komendant [niemiecki] i powiedział, że nie widział nas, nas nie ma i możemy wyjechać dokąd chcemy, ale nie many nikomu mówić, że tu byłyśmy. W ten sposób wydostałam się z Rosji.
Jedyna kartka, która przyszła do domu z Ostaszkowa, była pisana przeze mnie i Ojciec się dopisał, że jesteśmy zdrowi, żeby Matka się nie martwiła, że wszystko w porządku. O Ojcu więcej wiadomości nie dostałyśmy…
źródło: na podstawie wspomnień córki Jerzego Schnitter’a – Jery Mejer;
Pisane miłością. Losy wdów katyńskich [26]