Wspomnienia syna Tadeusza
– Ojciec był surowy, ale sprawiedliwy – opowiada Tadeusz Konon. – Było nas czterech braci i ojciec naprawdę pozwalał nam na wiele, hodowaliśmy np. w domu myszy, zająca, mieliśmy ulubionego wilczura, na którego łapach spał oswojony szarak. Ojciec czytał namiętnie i nas zachęcał do lektury. W domu się nie przelewało, ale ojcu bardzo zależało, żebyśmy zdobyli dobre wykształcenie. Rodzina utrzymywała się z jednej pensji ojca. Pamiętam, jak co miesiąc rodzice siadali i planowali wydatki. Warunki życia wymagały dyscypliny nas wszystkich, a mimo to, jak to dzieci, potrafiliśmy przysparzać rodzicom kłopotów. Nie zapomnę, jak w Wielkanoc w nowiutkich marynarskich ubrankach uszytych przez mamę wpadliśmy na pomysł zabawy w chowanego na podwórku fabryki maszyn rolniczych. Nowiutkie wdzianka nadawały się tylko do spalenia, tak były pobrudzone smarami i sadzą. Z kolei podczas zabawy w Tarzana nie odłącznym elementem były skoki z szafy na łóżko, które się złamało. Rodzice musieli potem do czasu naprawy spać na podłodze.
Rodzinna idylla trwała do 1939 roku (…) – 3 września 1939 roku ojciec przyszedł około 18.00 pożegnać się z nami – mówi Tadeusz Konon. – Wszyscy przygotowani byli do ewakuacji. Odwołał mnie na bok i powiedział: „Jesteś teraz najstarszym mężczyzną w rodzinie, masz tu karabin i amunicję oraz dokumenty ewakuacyjne, powierzam ci opiekę nad mamą i braćmi
i pamiętaj, dopóki ty żyjesz, im nie może stać się nic złego – przyrzeknij”. Przyrzekłem.
Rodzina Kononów ewakuowała się w kierunku Warszawy. Starszy przodownik Wincenty Konon do stolicy dojechał, ale wierny rozkazom ruszył na wschód. Rodzina została odcięta przez zagony niemieckie. Wróciła do Środy. Tu zostali wkrótce wyrzuceni z mieszkania i wysiedleni do Generalnego Gubernatorstwa. Tadeusz, pomny przysięgi danej ojcu, pracował gdzie się dało, aby utrzymać rodzinę (…) całe życie czuł się odpowiedzialny za rodzinę. Sam ożenił się dopiero w 1972 roku, gdy wszyscy bracia usamodzielni lisię i założyli rodziny.
Matka pana Tadeusza zmarła w 1981 roku, ciągle czekając na powrót męża i łudząc się, że żyje gdzieś na Syberii i nie może wrócić do Polski.