
Stefan Święciński-Powała
DANE PODSTAWOWE
Data i miejsce urodzenia: 19 maja 1900 rok Nowiny, powiat ostrowski, województwo mazowieckie
Stopień wojskowy (z 1.09.1939): porucznik piechoty rezerwy
Miejsce kaźni i pochówku: Charków
Porucznik piechoty rezerwy herbu Ogończyk-Powała, syn Stefana i Marii z domu Kochowicz, urodził się 19 maja 1900 roku w Nowinach w powiecie ostrowskim. W Wojsku Polskim od 1918 roku, ranny podczas obrony Lwowa, uczestnik wojny polsko-bolszewickiej i powstania śląskiego w 1921 roku. Absolwent Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty. Mianowany podporucznikiem rezerwy ze starszeństwem 1 listopada 1920 roku. Przydzielony do 78. Pułku Piechoty. W 1939 roku w Samodzielnej Grupie Operacyjnej Polesie.
Sędzia śledczy w Grodnie, potem adwokat w Prużanie na Litwie.
Żonaty z Eugenią z domu Czarnocką, miał syna Andrzeja (1927) i córkę Bognę (1934).
Jeniec obozu NKWD w Starobielsku, zamordowany w siedzibie charkowskiego Zarządu NKWD i pochowany w Charkowie.
Postanowieniem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Lecha Kaczyńskiego z 5 października 2007 roku awansowany pośmiertnie na stopień kapitana.
Pośmiertnie odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari oraz Kampanii Wrześniowej 1939 roku.
Stefan Święciński-Powała został upamiętniony na tablicy pamięci „Mieszkańcy województwa poznańskiego – ofiary ludobójstwa katyńskiego” w kaplicy św. Józefa kościoła pw. św. Jana Kantego w Poznaniu (19.09.2017).
Literatura:
Charków, Księga Cmentarna Polskiego Cmentarza Wojennego [2]
Postanowienie nr 112-48-07 Prezydenta RP z dnia 5 października 2007 r. [19]
https://tadeuszczernik.wordpress.com/2011/07/26/wspomnienia-pruzanskie-andrzej-swiecinski/
Wspomnienia syna Andrzeja
Dnia 11 marca 1939 roku, ojciec mój – jako porucznik rezerwy – otrzymał kartę mobilizacyjną, która stanowiła powołanie do wojska. Wyruszył do Baranowicz jako miejsca zbiórki, tam otrzymał przydział do wojskowego sądu polowego jako sędzia. Stacjonował w Mławie. W maju 1939 roku zwolniono ojca na cywilną rozprawę, gdzie stawał jako adwokat (ale ubrany w mundur wojskowy). Było to w Brześciu nad Bugiem, mama pojechała na spotkanie z ojcem i zabrała również nas. Stąd pochodzą nasze ostatnie wspólne zdjęcia, właśnie ojca w mundurze, mamy i nas dzieci. Razem spędziliśmy piękne chwile, pamiętam rozmowy z rodzicami, a nawet obiad w restauracji i nocleg w hotelu.
Ojca ponownie zobaczyłem dopiero we wrześniu 1939 roku, a spotkaniu temu towarzyszyła wcześniejsza zapowiedź. Paroletnia Bogna już spała, był wieczór, wszyscy domownicy jeszcze czuwali, raptem Bogna powiedziała głośno: „tatulek przyjedzie”.
W poniedziałek 11 września, jechaliśmy razem z mamą na rozpoczynające się pierwsze zajęcia szkolne – zdałem do I klasy gimnazjum im. Adama Mickiewicza (przy ul. Strażackiej w Prużanie). W okolicach Karolina (to był folwark dziadka) zobaczyliśmy furmankę, na której jechał żołnierz w mundurze polowym, spał. Poznaliśmy ojca, do szkoły już nie pojechaliśmy, wróciliśmy do Zasimowicz. Ojciec był tak ogromnie zmęczony, że tylko się umył, nie chciał jeść, zasnął, spał prawie dobę, nasze konie odwiozły ojca na miejsce zbiórki do Słonima. Opowiadał o walkach, przeprawach, bezpośrednich starciach, o bombardowaniu twierdzy w Brześciu nad Bugiem, gdzie został przysypany, tam też dostał rozkaz do ewakuacji do Słonima (ok. 40 km od Zasimowicz).
W następnych dniach przez Zasimowicze przewijało się bardzo wielu ludzi, ciągnęły wojska z taborami, kuchnią polową, które zgodnie z rozkazem Naczelnego Wodza dążyły do swoich punktów zgrupowań na Polesiu dla kontynuowania dalszej obrony kraju.
O losach ojca niewiele wiedzieliśmy, początkowo dochodziły wieści, że ktoś ojca widział w Kobryniu prowadzonego przez NKWD, ktoś inny, że widział go w letnim mundurze i rzucił mu kurtkę, bo było już chłodno. W początku października NKWD w Prużanie zapytało mamę, czy ma kontakt z ojcem; nie miała. Potem dotarła wiadomość, że NKWD zatrzymała ojca w Kobryniu, który powracał (po kapitulacji gen. Kleeberga) do domu. Z Kobrynia przewieziono ojca do Starobielska.
Pierwszy list (pocztówka) przyszedł z obozu jenieckiego ze Starobielska w końcu października 1939 roku.
Pisaliśmy do taty wielokrotnie – czy dostawał nasze listy – tego nie wiemy, bo przychodziły tylko krótkie informacje na pocztówkach (widocznie takie były reguły obozowe). Kiedy wyrzucono nas z majątku oraz ciocię Irenę z Bogusławiec i jednocześnie zabrano dwór w Prużanie, mama napisała do ojca, że wyjeżdża z dziećmi i ciocią Ireną do jej rodziców do Radomska koło Częstochowy. Ojciec przysłał telegram (11 marca 1940 roku), w którym sugerował mamie, by zatrzymała się do końca wojny u jego matki w Udrzynie i by tam czekała na jego powrót po wojnie. Ojciec niewątpliwie miał świadomość jakie niebezpieczeństwo groziło mamie, gdy otrzymał (?) zakamuflowaną wiadomość o aresztowaniu przez NKWD ojca mamy i brata i nakazie opuszczenia majątku.
Ostatni list – pocztówka pochodził z pierwszych dni kwietnia 1940 roku, który ojciec przesłał do swojej siostry Jadwigi – nauczycielki mieszkającej w Zarębach Kościelnych za Małkinią (czyli na terenach polskich włączonych do Rosji sowieckiej po napadzie 17 września w 1939 roku). Żadna inna korespondencja do nas nie dotarła.
https://tadeuszczernik.wordpress.com/2011/07/26/wspomnienia-pruzanskie-andrzej-swiecinski/