Czeremoszno, 1.VI.1939r.
Kochani Rodzice!
List od Was otrzymałem, cieszę się, że jesteście wszyscy zdrowi i że Mamusi jest lepiej, nie wiedziałem, że to choroba serca. Wojny nie ma się co bać, bo jej w tym roku nie będzie, a te ostrożności muszą być. Jednak nie zaszkodziłoby, żeby lekarz dobry zbadał zdrowie, o ile jest coś podejrzanego.
Zupełnie dobrze Tatuś robi, że zajął się tą nauką, a budowę domu odłożył. Nie wiem tylko, czy p. Książkiewicz nauczy je czegoś. Niech Tatuś dobrze pokręci się koło tego egzaminu, żeby tylko zostały przyjęte, a później musi się pchać.
Pisze Tatuś, że w (…) obniżyli taksę, ale też trudno zwolnienie dostać i lepiej, żeby były wszystkie razem. Szkoda tego źrebięcia, widocznie kobyła ma za dużo mleka.
Teraz jestem na Polesiu i tu też są zimne, i bardzo częste deszcze, trzeba nawet teraz chodzić w płaszczu. Sądzę, że u nas są ładne urodzaje, bo nawet na tych tu gruntach są piękne żyta, a tu są piachy albo bagna.
O ile Zygmunt coś przyrzekł, to przypuszczam, że dotrzyma słowa, powinien pamiętać, że on teraz nie ma co robić w domu, więc po co tam wróci. Tylko jedna rzecz, z kim Tatuś zostanie w domu, gdy Franek pójdzie teraz do wojska.
Na poligonie będziemy jeszcze do połowy czerwca (1939 roku). Ale czy urlop dostanę w tym roku, to bardzo wątpliwe, ponieważ urlopów w ogóle nie ma. Na lipca będzie wesele w domu, bo przyjadą szkolniki (uczniowie) i o ile się coś zmieni, to i ja wpadnę choć na krótko. Chciałem z Wami porozmawiać o swoich sprawach, o których zaczęliśmy już mówić na świętach.
Kochani Rodzice przesyłam Wam trochę pieniędzy i rządźcie się, jak możecie. Napiszcie mi zaraz, jak załatwiona sprawa z tym egzaminem i w ogóle jak to wszystko pójdzie. Załączam dla wszystkich w domu pozdrowienia i ucałowania.
Całuje Was Syn Bolek