Wspomnienia córki Krystyny…
(…) Matka w czasie okupacji usłyszała plotkę, że gdy generał Anders tworzył armie i zbierał oficerów to Ojciec był chory i został w Starobielsku. Po 1944 roku matkę odwiedzali różni panowie – nie znałam ich nazwisk – przekazywali informacje o Ojcu – wszystkie fałszywe, ale stale utrzymywały matkę i nas w nadziei, że Ojciec wróci (…).
Nie wiem czy listy, które Ojciec przysłał do Kowla do siostry Zofii dotarły do matki, myślę, że nie bo nigdy ich nie widziałam. Matka jednak znała ich treść (…). Wspominała, że Ojciec w jednym z listów napisał o osobach, które wyjechały ze Starobielska, matka powiedziała, że „oficerowie z tytułami wyjechali” – podobno w liście były nazwiska.
Bracia wspominają, że babka – matka Ojca, wysłała z Kowla do Starobielska paczkę.
(…) Telegram od Ojca jest zniszczony, bo matka miała go zawsze przy sobie, dlatego zresztą ocalał. Telegram został przywieziony z Kowla przez matkę Ojca Stanisławę, która na wiosnę 1940 roku razem z moimi braćmi została repatriowana do tak zwanej Generalnej Guberni (…). Treść telegramu – data niewyraźna, Kowel, Żwirki, Roman Wiszniewski. „Pieniądze otrzymałem więcej nie potrzeba piszcie Józef Wiszniewski.”
Ojciec przysłał także telegram do brata Brunona do Brześcia. Była w nim informacja, że matka ma się zgłosić do kogoś w Warszawie. Wiem od matki, że była w W-wie i, że ten Pan (niestety nie pamiętam nazwiska) miał dwóch synów w Starobielsku, od których dostał telegram, że jak się zgłosi Regina Wiszniewska to trzeba jej pomóc. Nie wiem czy matka utrzymywała kontakty z tym Panem (…).
Wyjechaliśmy z Jeżewa razem z Ojcem, który jechał do Kraśnika, gdzie miał przydział mobilizacyjny. Rozstaliśmy się w Warszawie. Rodzice w sierpniu zlikwidowali cały dom – wysłali obrazy, dywany i wartościowe rzeczy do Siedlec brata matki, który był tam nadleśniczym. Wszystkie rzeczy zginęły i nie dotarły do Siedlec. Mama i członkowie rodziny z pokolenia Ojca uważali, że wyjechaliśmy z Jeżewa w wyniku działalności Ojca w Związku Zachodnim skierowanej przeciwko Niemcom. Prawdopodobnie przyjaciele Ojca – byli nimi w większości oficerowie z 7 pułku Strzelców Konnych doradzili Ojcu aby wywiózł rodzinę z Jeżewa. Po rozstaniu się z Ojcem mama ze mną i braćmi wyjechała z Warszawy z siostrą Zofię i jej mężem ppł. pociągiem z pracownikami i dokumentami Ministerstwa Spraw Wojskowych. Jechaliśmy do Siedlec, ale pociąg z powodu bombardowania skierowana na Dęblin i tak z tym wojskowym transportem dojechaliśmy do wsi Kociubieńce 15km od starej polsko-rosyjskiej granicy.
źródło: https://drzewo.spek.com.pl/listKrystynyLipskiejSklad.htm